Wejd na Hip Hop Rap forum!

Beat Battle 2 (Poznań) - relacja

Napisano: 2010-10-16 23:01 przez Kamil

Beat Battle

Jeśli połączenie wszelkich imprez z firmą Red Bull uważasz za interesujące i zapewniam, że przynajmniej nie chodzi tutaj o darmowe napoje energetyczne, to słyszałeś z pewnością o namiętnie rozgrywanych bitwach producentów na świecie. W związku z tym, czy zastanawiałeś się kiedykolwiek nad podobnymi wydarzeniami w Polsce? Przecież posiadamy producentów nieprzeciętnego gatunku nad Wisłą. Za sprawą mojego koleżki wpadłem w wir prób obalenia tejże wątpliwości, następnie w pomysły pomysłów ucieleśnienia, gdy wnet okazało się, że prawdopodobnie pierwsza impreza tego typu w Polsce ma zamiar gościć 31 marca 2010 roku w Poznaniu. Postanowiliśmy więc wspierać naszego człowieka, biorąc bierny udział w bitwie. Dodatkowo, jako pasjonat i obserwator kultury hip-hop, trapiło mnie poczucie obowiązku, uczestnictwa w czymś przełomowym i świeżym. Jak nie chciałbym nigdy stanąć na wokandzie, postanowiłem zostać świadkiem! Świadkiem historii.

Wrocław był następnym w kolejce, nieco mniej odległym punktem na mapie. Inni organizatorzy, inna organizacja, inne nagrody. W Stolicy Wielkopolski nagrodą było uznanie i jakiś tam symboliczny podarek, natomiast Wrocław rangą nagradzania wzrósł troszkę więcej niż „Środy z Orange”. Nie zapominając oczywiście o szacunku. Na Dolnym Śląsku eliminacje przeprowadzono w postaci selekcji pocztą elektroniczną, lecz z powodu nieobecności jednego z uczestników wszystko zostało w końcu sprowadzone do poznańskiej pierwszej rundy, gdzie każdy zaprezentował po 2 utwory, z czego jury wyłoniło finałową ósemkę. Z tym że w Czytelni do eliminacji przystąpiło ponad czterdziestu producentów! Następnie, pod osłoną systemu pucharowego znanego z FIFA, bezkompromisowe i emocjonujące pojedynki, toczyły się do aż do ostatniego skreczu DJ Pstyka. Najlepsza bitwa, o ironio, w jakiej kiedykolwiek brałem udział. Uniknę wiec patetycznych określeń atmosfery i dopisywanego klimatu, ponieważ największe wrażenie, wychodząc znacznie wyżej od słyszanych produkcji i zaciętej rywalizacji, zrobiło pewne zjawisko. Nie dociekam, czy to z wyrachowania, czy z powodu szerokiej sceny, ale podczas każdej z bitw, wszyscy występujący producenci stali obok siebie, ramię w ramię, mając głęboko podziały, chęć zwycięstwa lub antagonizmy. Nawet posiadacze słabszych produkcji, dzięki którym odpadli z gry. Ktokolwiek jeszcze uważa, że to przy Okrągłym Stole Artura wyczuwano najwięcej braterstwa?

Nastał długi okres posuchy i oczekiwania, lecz nieustanne rozmyślanie (inaczej niż zazwyczaj) pomogło w czasie, który jakoś zleciał i upłynął do czwartku, czternastego dnia października. Niespełna 400 km w asyście rozmów o egzystencji i wszelkich gier interaktywnych nie pozwoliło zauważyć, że około 17:00 wjechaliśmy do bram Księstwa Poznańskiego. Wiedzieliśmy na szczęście mniej więcej, gdzie mamy się kierować (w przeciwieństwie do pierwszego razu, gdy za pomyłki drogowe nieomal zapłaciliśmy mandatem). Niestety, w naszym zgnuśniałym społeczeństwie książki kojarzą się z frajerstwem, natomiast hip-hop jest patologiczny. Na przekór, impreza odbywała się właśnie w klubie znajdującym się obok miejskiej biblioteki, o znanej nazwie książkowym molom. Zatem Czytelnia czwartkowego wieczoru, stanowiła niemalże polską Mekkę dla dobrowolnych producentów. Mekkę, gdzie każdy był bratem dla siebie, soul również odcisnął swoje piętno, więc i nawet sam Pete Rock mógłby być tutaj patronem.

Różnic nie było stokrotnie więcej od przebiegu zdarzeń sprzed pół roku, lecz mógłbym rzec, że były diametralnie lepsze w stosunku do pierwszej edycji (może za wyjątkiem płatnego wjazdu). Do wspólnych mianowników należy z pewnością organizator. Zasłużony i zmordowany człowiek Tas. Lożę przeznaczoną dla składu sędziowskiego zasiadał szef bitwy i DJ Czarny (twórcy najpopularniejszego polskiego teledysku ostatnich dni) oraz fanatyk klasycznego brzmienia, dla niektórych już legendarny Kixnare! Eliminacje przeprowadzono drogą mailową anonimowo, co wpłynęło znacznie na wysoki poziom zawodów, a wszelakie układy nie wchodziły w grę. Całość, poprowadzona przez DJ Polara, przebiegła pod znakiem okrzyków, gratulacji, współczucia, szacunku, stresu, obaw, wyborowej zabawy, szacunku, pokoju, pasji, miłości i szacunku i pięknych dziewcząt rodem z Poznania. Zachowując stronniczość, pozwolę sobie wypowiedzieć się wzorem nagłaśnianej przez media afery – bez nazwisk. Wiele niewidzianych na wcześniejszych bitwach twarzy, znanych wyłącznie najbardziej dociekliwym; kilku stałych bywalców oraz obrońca tytułu, który w ćwierćfinale niestety poległ z jednym z późniejszych zwycięzców bitwy. Albowiem złoto z pierwszego miejsca podium podzielono właśnie na dwie części. Niestety, na afterparty granym przez Kixnare’a nie udało nam się zostać, ponieważ perspektywa prawie czterystu kilometrów infrastrukturą nie pierwszej jakości, stanowczo nas zniechęciła. Idealny natomiast był to czas na refleksje.

W poznańskiej Czytelni zaobserwowałem wielu śmiertelnych fanatyków i twarzy kojarzonych z poprzedniej edycji. Sporadycznie pojawiały się osoby z przypadku, którym chyba ktoś sprzedał poufną informację o prapremierze najnowszego dzieła Kapuścińskiego. Producentów występowało znacznie mniej niż poprzednio, a ludzi było zdecydowanie więcej. Czy zainteresowanie bitwami producentów wzrasta, czy tłumy przyciągnął sam Kixnare? Zazwyczaj producent odwala największą rolę w utworach, lecz nieproporcjonalnie docenianą. W teledysku stoi gdzieś z boku lub w tyle, poruszając nieco głową w rytm perkusji. Przez statystyczną polską publiczność niezbyt kojarzony, mimo że podpisany na okładce, której niewielu trzyma dzisiejszymi czasy w rękach. W Poznaniu natomiast każdy był tym najważniejszym. Dla nich zjawiło się mnóstwo ludzi. Podziwiać, posłuchać, zapoznać. Producent, który prawie jak DJ jest dzisiaj nieco zapominany i niedoceniany. Nie żałuję więc  żadnego klasycznego brzmienia lub innowacyjnego rozwiązania zasłyszanego w Czytelni. Jestem dumny że przejechałem ponad pół Polski wraz z moją husarią, żeby włożyć ziarnko piasku w plażę rozwoju polskiej kultury hip-hop. Fascynacja wzrastała jak rtęć i w myśl potencjalnego albumu warszawskiej załogi, krzyknę: „Zapamiętawszy!”.

PS. Obsługa Sphinxa naprzeciw Czytelni jest gburowata, a hot-dog z BP o 1:30 w nocy jest niesmaczny.

Wróć